Poradnik początkującego emigranta

Pierwsze spojrzenie USA na co dzień "Murzynowo" Perły budowlane Poradnik emigranta Praca Wiza
Krótka historia USA Galeria Podstawowe informacje em@ile 2003/2007 USA today


UWAGA - niniejszy poradnik pisany był w roku 2001. Od tego czasu co nieco sie zmieniło, ale wierzcie mi - naprawdę niewiele...


Kolejka CTA przy North/Milwaukee, kiedyś Polakowo

Jeśli z rzeczy materialnych lubisz tylko pieniądze - jest szansa, że Ameryka ci się spodoba.

Język.
Można mieszkać w Chicago nie znając języka. Byle jakie zarobki wystarczą na spokojne życie, a ciut lepsze na dom, samochód i dobrą szkołę dla dzieci. W mieście są polskie knajpy, banki (z federalną gwarancją kilkadziesiąt razy większą niż w Polsce), sklepy z polskim jedzeniem - i wszędzie mówi się po polsku.

Mieszkanie w bejzmencie po deszczu

Mieszkanie na krótko.
Z reguły tymczasowo (ale czasami nawet kilkanaście lat) mieszka się w piwnicy lub na strychu. Mieszkanie w piwnicy ma zalety - w lecie jest gdzie uciec od gorąca (klimatyzacja kosztuje). Po mocniejszym deszczu potrafi zalać (zdjęcie obok). Strychu nie zaleje, ale w lecie gorąco, w zimie różnie, a w razie pożaru niewesoło.
W piwnicy z reguły jest 3 do 5 "dziupli" po ok. 200$(byle co) do 300$/miesiąc. Sąsiedzi bywają różni - w tańszych miejscach mogą być różni pijacy i menele, a w soboty to pije się wszędzie. Z reguły spokojniej jest w domach, gdzie mieszka właściciel.

Widok z okna

Mieszkanie na dłużej.
Przeważnie (przeciętna polska rodzina) miesięczne zarobki kobiety starczą na wynajęcie normalnego mieszkania, a za to, co zarobi facet realizuje się american dream - ale raczej swoich, już amerykańskich, dzieci.
W Chicago często można mieć za oknem taki widok, jak obok - domy stoją blisko siebie.


Tak fajnie było aż do września 2001....

Legalnie czy nielegalnie?
Jeśli nie popadnie się w poważny konflikt z prawem, nawet "nielegalni" nie są deportowani - policja nie ma prawa robić tego co "emigrejszyn", a to ostatnie jest w Chicago niemrawe. Istnieje mnóstwo sposobów na częściową przynajmniej legalizację pobytu w USA (patrz obok i trochę wyżej). Wielu "nielegalnych" normalnie płaci podatki, pracuje, żyje. Wszystko da się załatwić - trzeba tylko dotrzeć do USA, no a później nie załamywać się. W najgorszym wypadku co parę lat odbywa się coś w rodzaju "amnestii". Jeśli jesteś np. 15 lat, nielegalnie, ale płacisz podatki - wówczas masz szansę przyjęcia do amerykańskiego społeczeństwa.
Pracując na "Social Security", masz szansę na mizerną, rządową emeryturę (przysługuje każdemu, kto skończy 65 lat i co najmniej 10 lat płacił podatki w USA).
Ostatnio wymyślono coś, co nie jest "Social Security", ale ma wszystkie jego cechy - pozwala płacić podatki, zrobić prawo jazdy, założyć konto w banku... Tyle, że bez emerytury.

Prawo jazdy. Kosztuje tylko $10, płaci się raz, zdaje do oporu, ważne do 5 lat (osoby po 70-tce zdają co roku, ale za darmo). Przepisy można opanować nawet w kolejce w urzędzie (Secretary Of State) - potrafi być na parę godzin stania; zarówno przepisy, jak i później pytania na egzaminie są też po polsku. Potrzebne jeszcze: Social Security, dokument potwierdzający zamieszkanie (wystarczy przynieść 2 koperty po listach, ale NIE z urzędów); paszport (polski, byle ważny, najlepiej z ważną wizą), można dać polskie prawo jazdy. Pisze się test (21 pytań, stale te same), sprawdzają wzrok i słuch. Trzeba mieć swój (albo pożyczony) samochód, w którym działają światła (krótkie, długie, migacze, stop), klakson i wycieraczki, ma aktualny test na spaliny oraz 2 tablice i jest ubezpieczony. Nie trzeba chodzić na żadne kursy nauki jazdy! W samochodzie siedzisz ty i egzaminator, mówi po angielsku, ale często rozumie po naszemu. Jechać trzeba ostrożnie i powoli, umieć parkować, stawać na stopach (w USA jest trochę inaczej niż u nas) - i po wszystkim. Zdjęcie zrobią na miejscu.
Jeśli przez 5 lat nie masz problemów z policją, to przedłużą prawo jazdy o 3 lata bez egzaminu - przyślą błyszczącą naklejkę, którą trzeba nakleić z tyłu dokumentu. Warto zatem - czasami - zgłaszać zmianę zamieszkania, co i tak, zdaje się, nic nie kosztuje...

Życie w Ameryce to nie tylko praca. A gdy człek z dala od Polski i rodziny...

Zdrowie i opieka medyczna.
Dzień w amerykańskim szpitalu to ok. 1000$, operacja to dziesiątki tysięcy.
Warto pracować tam, gdzie jest ubezpieczenie od wypadków dla pracowników - wtedy płaci ubezpieczyciel. Jeśli nie - to po wyjściu ze szpitala lepiej zmienić adres albo wracać do Polski.
Emergency to coś jak nasze pogotowie, skuteczne jeśli chodzi o dowóz do szpitala. Wieczorem jest straszny tłok, bo zwożą tam różnych bezdomnych i pijaków, głównie Murzynów a policja przywozi przestępców do przebadania; pijaczek przywieziony przed tobą musi być obsłużony pierwszy. Jeśli zakwalifikujesz się do szpitala (tylko poważne przypadki), to możesz leżeć całą noc na korytarzu Emergency, wśród chrapiących czarnoskórych i czekać na miejsce w szpitalu (rano jest pusto). Na szczęście jest duża rotacja, po poważnych operacjach wypisują po dwóch dniach, ubezpieczenie płaci bowiem tylko za leczenie a nie wypoczynek.
Zanim cokolwiek zrobią podpiszesz kilka dokumentów. Spytają o wyznanie (lepiej nie mówić że się nie wierzy), czy w razie czego studenci mogą na tobie poćwiczyć i chcesz być skremowany, albo, skoro już jesteś w szpitalu, to przy okazji cię obrzezać, itp. Zmierzą ciśnienie, temperaturę, i dopiero wtedy zainteresują się, co się stało.
Najlepiej na Emergency jechać karetką. Ten, kto wejdzie o własnych siłach trafia do dodatkowej poczekalni, z reguły jest to od 3 godzin rano do kilkunastu wieczorem i w nocy.
Po wyjściu ze szpitala warto odwiedzić adwokata. Zdolny z każdej rzeczy wyciągnie parę dolarów. Nigdy nie płaci się z góry, bierze 30-50 procent z tego, co wyciągnie. Mówią po polsku.


Nie każdy dolar jest zielony...

Pieniądze
Najlepiej trzymać w banku, może być jednak problem - żeby założyć konto potrzebny jest przynajmniej jeden (a do konta czekowego dwa) dokument z USA. Bank powinien mieć gwarancje federalne (min. 100 tysięcy dolarów), być czynny do wieczora (rzadkość), najlepiej też w soboty i mieć polską obsługę.
Czasami problemem może być zapłata 100-dolarówką, (na stacjach benzynowych nawet 50). Najlepiej nie mieć za dużo pieniędzy przy sobie.
Przy drobnych (do 100$) zakupach najczęściej używa się gotówki, choć są tacy, co wypiszą czek na 5 dolarów. Powszechne są karty płatnicze i kredytowe. W obiegu są teoretycznie wszystkie banknoty i monety które były wyemitowane w USA po 1860 roku, za wyjątkiem banknotu $100000, który, inaczej niż 500, 1000, 10000 (z różnych emisji, zarówno "wąskie" jak "szerokie") był stosowany tylko w operacjach międzybankowych i nie może być legalnie posiadany nawet przez kolekcjonerów. Zarówno, gdybyś chciał zapłacić w sklepie starym "szerokim" banknotem albo dużą monetą 1-dolarową spodziewaj się lekkiego zamieszania. Również, gdy przyniesiesz do banku papierek 500 albo 1000-dolarowy.

Media po polsku.
Polskie radio
w Chicago i Nowym Jorku - szkoda słów, lepiej posłuchać online, pamiętając o różnicy czasu (dzień zaczyna się o 6am, czyli 13 naszego czasu):

"Dziennik Związkowy" wydanie piątkowe (najwięcej ogłoszeń o pracy i mieszkaniach).

Gazeta jest po polsku, jest tam najwięcej ofert pracy jakiej szukają emigranci w Chicago. Prócz tego ogłoszenia o mieszkaniach i domach (tych radzę nie kupować od Polaków), samochodach (tych też nie radzę); ostatnimi czasy coraz więcej ogłoszeń "towarzyskich". Są też tendencyjne wiadomości z Polski (zaskoczą świeżo przybyłego) a także bardzo ciekawe rzeczy: (DZ, 28 lipca 2000, str. 3 w sekcji II):

Polonia pamięta o nas

Nierzadko trafia się ciekawa reklama:

Paczki do Polski, czyli głównie:
W Chicago co krok spotykasz firmy, które pośredniczą w przesyłaniu paczek do Polski. Naiwnych korzystających z ich usług nie brakuje - patrz oferta firmy POLAMER. Ceny za "zestawy paczek upominkowych" i pozostałe "usługi" pokazują, że korzystający z nich już dawno utracili kontakt z krajem:

lb, lbs to funty, czyli 0,45kg

Jak na dzisiejsze czasy, dostawa błyskawiczna

Telefony do Polski są najtańsze na świecie
od ponad 3 lat poniżej 5 centów (w systemach pre-paid nawet 3centy/minutę) - w Polsce monopol TP też powoli się kończy.

Biura podróży
W Chicago nastawione są na emigranta z Polski z lat 70-tych (czyli analfabetę lekko nierozgarniętego). Dlatego załatwiają dużo więcej niż powinny - bilety do Polski, paczki (patrz PolAmer), wysyłkę pieniędzy (marża nawet 10%), rozliczanie podatków, sprawy emigracyjne i wszelkie inne urzędowe. Oczywiście, mówi się tam po polskiemu.
Poziom tych firm jest najróżniejszy; poniżej przykład oryginalnej urzędowej korespondencji jednego z mniejszych biur (po kliknięciu dostępne powiększenia dokumentów):

Alkohol i papierosy.
Alkohol jest bardzo tani - 1,75 litra Smirnoffa kosztuje ok. 17 dolarów. Piwo - miejscowe woda, polskie - puszka $2,50 (połowa to podatek). Za jazdę po pijanemu (dopuszczalne 0,9 promila) - grzywny albo paka, utrata prawa jazdy (pierwszy raz na rok), obowiązkowe płatne wizyty u psychologa, prace społeczne (wykonywane osobiście, kopanie trawników lub zamiatanie ulic w centrum miasta).
Paczka papierosów to około 8 dolarów (2007, z roku na rok coraz drożej), poza miastem i w innych stanach czasami poniżej $4. Najtaniej (bez akcyzy) jest u Indian w rezerwatach. Przewóz ponad 20 paczek przez granicę stanu jest przestępstwem.
Kupować można po ukończeniu 21 lat.
Amerykanie palą jak smoki (Camele bez filtra powalą każdego wielbiciela "Popularnych"), piją dużo taniej wódki (np. 1,75 litra w plastiku za 7,50$). Jeżdżą po pijanemu.
Pamiętaj - w stanie Illinois (jak w wielu innych) obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu - nawet piwa - od godziny 23 w sobotę do 11 rano w niedzielę. Melin nie ma.


Kontraktorzy po pracy


Ale, jak widać poniżej, (przynajmniej w Nowym Jorku) można połączyć przyjemne z pożytecznym:
Praca w NY

A jeśli tęsknisz za ojczyzną nie patrz w górę, szczególnie około 4 po południu:


Wszystkie prezentowane zdjęcia zostały wykonane w Chicago (USA) w latach 1993-2000.
Ogłoszenia (z wyjątkiem ostatniego) pochodzą z "Dziennika Związkowego"

© Stella LaMeer 2000-2007