Nie tylko mniejszości.

Pierwsze spojrzenie USA na co dzień "Murzynowo" Perły budowlane Poradnik emigranta Praca Wiza
Krótka historia USA Galeria Podstawowe informacje em@ile 2003/2007 USA today

Demokracja w USA jest taka sama, jak w Polsce za oknem, ale bogata Ameryka daje swoim nierobom dużo więcej niż Polska. Każdy, kto nie ma gdzie mieszkać, może dostać mieszkanie komunalne (bezdomni na ulicach są z wyboru - lubią wolność). Opieka społeczna wydaje specjalne karty kredytowe do płacenia za żywność, daje też ubranie , a na wódkę i narkotyki - można coś ukraść, można też uczciwie zbierać puszki albo żebrać.
W 99% bezdomni, bezrobotni, żebracy, przestępcy, mieszkańcy domów komunalnych (czytaj: slumsów) to czarnoskórzy (po amerykańsku Afroamerykanie). Praca to dla nich niewola. Ale uwaga! Nie każdy Murzyn jest nierobem, bandytą i pijakiem (podobnie, jak nie każdy Polak).

Typowy budynek z darmowymi mieszkaniami (jest takich domów w mieście kilkadziesiąt, skupionych w kilkunastu miejscach). W budynku na zdjęciu kilka lat temu wymieniono wszystkie okna; dziś w wielu mieszkaniach już ich nie ma. Dużo lokali jest zupełnie zdewastowanych, spalonych. Gdy zniszczą ponad połowę, zostaną przesiedleni do innych budynków, a ten, jak większość przy Federal czy 39th Street zostanie wyburzony.
[DODANE 2008] Tych budynków już nie ma. Mieszkańcy - rozproszeni po całym Chicago - pozostali.

Część miasta to ruiny - to efekty prowadzonej od wielu lat, zapoczątkowanej w czasach Kennedy'ego (a wymyślonej ponoć przez "doktora" M. Luter - Kinga) polityki przeciwdziałania dyskryminacji rasowej.

Duża część Chicago to raj dla bandytów, złodziei, nierobów, handlarzy narkotyków, żebraków.

Kolorowi mieszkańcy Chicago, podobnie jak współczesna polska młodzież, są bardzo towarzyscy - godzinami stoją grupkami na ulicy i co najwyżej piją alkohol. I nigdy nie jest im zimno!

Nie trzeba Balcerowicza, żeby z fabryk zostały ruiny...

Afroamerykanie jako mniejszość są preferowani (podobnie jak np. kobiety, mniejszości seksualne itp.) - opanowali większość posad, gdzie praca nie męczy, a przy tym jest gwarantowana przez państwo. Są listonoszami, kierowcami, urzędnikami (w USA to bardzo dobre zawody, podobnie jak np. nauczyciel). Oczywiście, ci, którzy chcą pracować. Preferencje dla mniejszości (rasowych, nie narodowych) są też np. na wyższych uczelniach.

Od ponad 30-tu lat (w celach integracyjnych) kolorową młodzież wozi się autobusami do szkół w białych dzielnicach i na odwrót - owocuje to głównie wzrostem przestępczości. Jest to również główny powód ucieczki białych na dalekie przedmieścia - bo kto by chciał, żeby jego dziecko chodziło do szkoły, gdzie można kupić broń i narkotyki, a przerwa potrafi zamienić się w strzelaninę? I tak w mieście zostają biedni, imigranci na dorobku, Meksykanie oraz Afroamerykanie - ci ostatni czują się tu najlepiej.


Na południu Chicago najczęściej można spotkać sklepy z alkoholem oraz firmy zajmujące się likwidacją szczurów i insektów.

Ostatni zamieszkany spośród czterech 21-piętrowców na State/Cermak. Biały człowiek nie ma tam wstępu. Większość mieszkań została spalona, w pozostałych są meliny. Ponieważ konstrukcja jest solidna (100% lany beton), opłaca się miastu robić remont zamiast wyburzyć.

Ale dzięki temu, że ktoś zniszczył te domy, ktoś inny będzie miał pracę przy ich odbudowie. Zapłacą podatnicy - czyli wszyscy porządni obywatele. A zarobią na tym rzecz jasna najbogatsi.

Widok z autostrady w środku miasta.

Różne sposoby uczciwego zarabiania, typowe dla państwa demokratycznego.





Obrzeża Cabrini Green - tutaj mieszkali Afroamerykanie.

Ciemnoszarym kolorem zaznaczone są części miasta, gdzie biali raczej nie mają czego szukać:

Wg. danych oficjalnych tylko w Chicago (bez aglomeracji) 240 tysięcy dzieci żyje w biedzie, co piąte dziecko rodzi nieletnia matka, która nie ukończyła szkoły średniej (w całych USA - ok. 8%). Pocieszające dla mieszkańców Polski może być tylko to, że średnia dochodu na rodzinę w tych dzielnicach - najniższa w Chicago - wynosi poniżej 10 tys. dolarów rocznie (głównie rządowe zapomogi).
"Urodziła 22 dzieci" - taki tekst nie jest sensacją.

Mimo wszystko w Stanach, w najgorszej dzielnicy, znacznie trudniej jest gówniarzowi kupić alkohol, a przy tym zawsze czuje respekt przed policjantem. Polski policjant ("kondoniarz") umarłby ze strachu na "Murzynowie".

Wg oficjalnych statystyk w całych USA liczba czarnoskórych mieszkańców utrzymuje się od 40 lat na poziomie ok. 13% społeczeństwa. Gwałtownie wzrasta liczba latynosów, ostatnie prognozy mówią o ponad 30% w 2010 roku.

Na listę poszukiwanych nowojorskiego departamentu policji zapraszam nie tylko tych, którzy na tej stronie doszukują się rasizmu.

Wszystkie prezentowane zdjęcia zostały wykonane w Chicago (USA) w latach 1993-2003.

© Stella LaMeer 2000-2008